sobota, 10 sierpnia 2013

Rozdział 6 "Raz, dwa, trzy, dzisiaj czymś oberwiesz Ty"

Viki, postanowiłam od tej pory wyraźnie zaznaczać z czyjego punktu widzenia piszę :)

Notkę dedykuję pewnej osobie, która o tym nie wie <3
No i oczywiście  Viki, Carmen i Finite <33

Hermiona:
Rano obudziliśmy się z tępym, pulsującym bólem głowy i niczym nie dającym się zaspokoić pragnieniem. Kiedy poświęciłyśmy się z Rudą i zeszłyśmy na dół po wodę dla wszystkich, rodzice spoglądali na nas wymieniając porozumiewawcze uśmiechy. Zapewne pamiętali jeszcze jak sami budzili się z okropnym kacem.

Trochę za późno uświadomiłam sobie, że picie przed akcją nie było dobrym pomysłem. Udałyśmy się z Ginny do pokoju, gdzie konała reszta paczki. Zaraz za nami przydreptała moja mama i wręczyła nam 5 fiolek wypełnionych zielonkawym płynem. Od razy rozpoznałam jaki to eliksir, więc z wdzięcznością pocałowałam ją w policzek i przekroczyłam próg mojego ukochanego pokoiku. Pamiętając wydarzenia wczorajszej nocy, a właściwie dzisiejszego ranka, uznałam, że nie jest źle. Tylko dwie lampy były rozbite, a Blaise i Harry spali w naszych, dość obcisłych, ubraniach.

Równocześnie z Rudą otworzyłyśmy fiolki. Do naszych uszu dotarł luby dźwięk wyciąganego korka. Natychmiast wypiłyśmy zawartość naczyń. Przez chwilę nie poczułam żadnej różnicy, jednak wiedząc z doświadczenia poczekałam chwilę, aż eliksir na kaca -on bowiem znajdował się w fiolkach- zacznie działać. Rzeczywiście, moment później przestała mnie boleć głowa, męczyć pragnienie, a także tolerowałam wszystkie głośniejsze dźwięki.
Zauważyłam, że Ruda też już się dobrze czuje. Na migi pokazałam jej, żebyśmy obudziły resztę ekipy.
Wyjęłyśmy różdżki i krzyknęłyśmy zaklęcie.
-Aquamenti!- Z magicznych patyków trysnęły trzy strumienie wody trafiając prosto w twarze naszych przyjaciół. Blaise i Harry natychmiast poderwali się z łóżek by sekundę później opaść na nie spowrotem z jękiem bólu. Rzuciłyśmy im po fiolce eliksiru, za co podziękowali nam uśmiechami.. Naszą uwagę od chłopaków odwróciła Pansy, która usiadła na łóżku, rozłożyła ramiona i wydarła się na cały głos.
-Kocham Was! Herm, Harry, Blaise, Ginny! Jesteście zajebiści, kochani!- Słysząc to wybuchnęłam śmiechem (nie byłam w tym osamotniona) i napoiłam siostrę eliksirem.


Kiedy już wszyscy otrzeźwieliśmy, ogarnęliśmy się i zjedliśmy śniadanie, powtórzyliśmy plan ustalony poprzedniej nocy.
Gotowi zeszliśmy na dół. W salonie czekali na nas dorośli.
-Teleportujemy się grupami!- Zarządził tato Ginn. Wszyscy, bez słowa ustawiliśmy się w trzech kołach- mamy, tatuśkowie i my.
Po chwili złapaliśmy się za ręce. Po mojej lewej był Harry, potem Pansy, Blaise i Ruda. Ta ostatnia dwójka lekko się zarumieniła kiedy zetknęły się ich dłonie, lecz nikt poza mną tego nie zauważył. Nawet sami bezpośrednio zainteresowani.
Mój tata przypomniał wszystkim plan akcji i już po chwili każda z grup teleportowała się na Cendric Cross.


Wiem  jestem wredna, ze przerywam, ale lubię trzymać ludzi w napięciu ^^
No już, już. Nie rzucajcie we mnie avadami,  czytajcie dalej :)


Blaise
Naszym oczom ukazało się mroczne zamczysko. Z daleka przypominało Malfoy Manor za czasów Voldemorta. Zauważyłem, że Potter z iście ślizgońskim uśmiechem zerknął w stronę Miony, ta zaś odpowiedziała mu taką samą miną. Obserwowałem ich poczynania z podniesioną jedną brwią. Herm to dostrzegła i wyszczerzyła się w moją stronę.
-Ładne wężyki nam się rozwijają w tej paszczy lwa.- Przemknęło mi przez myśl. Pokręciłem głową z udawaną przyganą, po czym odwróciłem się w stronę Ginn. Pokazałem jej moje uzębienie dodając otuchy na co odpowiedziała mi niepewnym uśmiechem.


Zdziwiony podszedłem do niej.
- Co się stało, Rudzielcze?- Zapytałem.
- Trochę się stresuje.- Wyznała.- Mam przeczucie, że dziś stanie się coś więcej niż nasza akcja.- Odparła patrząc na mnie z obawą, że ją wyśmieję.
- Ty też?- Byłem zaskoczony.- Od rana... yyy... to znaczy od wytrzeźwienia czuję się jakbym miał tremę i wiem, że to nie w związku z akcją. Tylko nie mam pojęcia z jakiego powodu.- Otworzyłem się przed dziewczyną.
- Dokładnie! Mam to samo. Ech... Dobra, teraz trzeba się skupić na akcji. Co ma być to będzie.- Zebrała się w sobie. Popatrzyłem głęboko w jej śliczne, zielone oczy i uśmiechnąłem się nieśmiało. Ginn odpowiedziała mi pięknym, pociągającym uśmiechem.
Nagle, usłyszeliśmy głos Miony.
- Gołąbeczki, chodźcie już.- szepnęła śmiejąc się po cichu. Byliśmy jej oboje z Ginny wdzięczni za dyskrecję.
Wszystkie mamy zostały na zewnątrz, wokół domu, zaś my z ich mężami weszliśmy do środka.

Potter bez słowa pokazał dorosłym korytarz po prawej, potem odwrócił się do nas i z łobuzerskim uśmiechem wskazał nam drogę w lewo. Podążyliśmy w tamtą stronę. 
Korytarz, po którym się przemieszczaliśmy ciągnął się daleko wgłąb domu, lecz Wybraniec szedł pewnym i zdecydowanym krokiem.
Po około dwudziestu minutach szybkiego marszu z prawej strony korytarza zaczęły pojawiać się drzwi. W pewnej chwili Potter przystanął przed -nie, to nie dzieje się na prawdę- różowymi drzwiami...


Złoty Chłopiec wyciągnął różdżkę. Wszyscy natychmiast zrobiliśmy to samo. Okazało się, że w niebezpiecznych sytuacjach rozumiemy się instynktownie i stanowimy dobrą ekipę. Podziwiałem Potter’a za to, że odważył się dotknąć tych cukierkowo różowych drzwi. Mnie mdliło od samego ich widoku. W każdym razie pokój został otwarty i weszliśmy do środka. Kiedy przekroczyłem próg myślałem, że zwrócę wszystko co zjadłem tego dnia. Wszystkie ściany były w kolorze drzwi, tylko bardziej… brrr. Z sufitu zwieszały się tęczowe kucyki i jednorożce. Fototapeta na jednej ze ścian przedstawiała różowe konie. Wszystkie się ruszały, biegły i… ble… nie mogłem na to patrzeć.
Przy różowym biureczku, na różowym krzesełku, rysując różową kredką na (uwaga!) białej kartce siedziała dziewczyna w czarnym płaszczu. Jej postać tak komicznie kontrastowała z pomieszczeniem, że gdybym nie musiał opanowywać odruchów wymiotnych, wybuchnąłbym śmiechem.
Beatrice, gdy tylko nas zobaczyła zerwała się z krzesełka. Prawie natychmiast została obezwładniona przez Pansy. Niestety nikt poza mną nie zauważył, że zdążyła rzucić jedno zaklęcie, celując w Ginn. Nie wiele myśląc skoczyłem, osłaniając dziewczynę.
Poczułem ból przenikający całą moją osobę. Ujrzałem tylko urocze, zielone oczy pewnej rudowłosej istoty i osunąłem się w czarną przepaść.

Ginny
Kiedy zobaczyłam upadającego Blaise’a z przerażeniem wlepiałam wzrok w jego gasnące, brązowe oczy. Zdawałam sobie sprawę, że to przeze mnie, że chciał mnie osłonić przed zaklęciem.
Rzuciłam się na kolana i próbowała ocucić mulata. Bez skutku. Nagle poczułam na sobie czyjś wzrok. Podniosłam głowę i ujrzałam, że Beatrice patrzy na mnie z wrednym uśmieszkiem. Natychmiast zapragnęłam zetrzeć go z jej twarzy. Najlepiej papierem ściernym.
-Nikt nie będzie bezkarnie rzucał klątwami z mojego Blaise’a!- Pomyślałam.- To znaczy… mojego przyjaciela Blaise’a.- Poprawiłam się w myśli.
Wściekła ruszyłam w stronę Kyer. W ostatnim momencie powstrzymała mnie Miona.
- Ginny, weź Blaise’a do domu. Ja zajmę się naszym więźniem.- Poprosiła. Chcąc nie chcąc musiałam się zgodzić. Moja przyjaciółka miała rację. Zabbini był w tym momencie ważniejszy od zemsty na jakiejś psychopatce.
-Zawsze był i będzie ważniejszy.- Uświadomiłam sobie i poczułam, że na moje policzki wpływa rumieniec. Wmówiłam sobie, że to od gniewu i bez chwili zwłoki dopadłam Blaise’a.
Chwyciłam go za rękę i teleportowałam się do dotychczasowego domu Hermiony. Tam zastałam już Wszystkich mężczyzn, a razem z nimi profesora Sanpe’a.
- Blaise oberwał!- Krzyknęłam i na niewidzialnych noszach przeniosłam chłopaka do pokoju. Za mną podążył Snape z niezbędnymi eliksirami.
Nietoperz podawał Zabbini’emu środek przeciwbólowy, kiedy do pokoju wparowała reszta ekipy. Profesorek natychmiast, stanowczym tonem kazał im wyjść.
- On potrzebuje teraz chwili spokoju.- Wyjaśnił mi po chwili swoje zachowanie.- Gdybym ich wszystkich tu wpuścił zaczęliby hałasować i gadać. Puść na chwilę rękę Blaise’a.- Natychmiast zrobiłam o co poprosił. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że trzymam chłopaka za rękę.
- Panie profesorze, czy on wyzdrowieje?- Spytałam z obawą w głosie.
- Oczywiście. Tylko będziesz musiała trochę przy nim posiedzieć zanim odzyska przytomność.- Odparł Snape z miłym uśmiechem. Lekko zaskoczona, że Nietoperz potrafi się uśmiechać, odpowiedziałam mu tym samym. Ten, jakby czytając mi w myślach dodał jeszcze.- Teraz, kiedy już wszyscy wiedzą kim są nie muszę udawać wrednego, zrzędliwego Nietoperza. Przynajmniej poza lekcjami.- Mrugnął do mnie okiem.
- Ginn….- Wyszeptał Blaise. Zdziwiona odwróciłam się w jego stronę. Zawsze nazywał mnie Rudą, bądź Rudzielcem. Chwyciłam go za rękę. Na jego twarzy pojawił się uśmiech.
- Zostawię was samych.- Powiedział Snape patrząc na mnie z porozumiewawczym uśmiechem i wyszedł z pokoju.
- Wszystko dobrze? Jak się czujesz?- Spytałam Zabbini’ego.
- Teraz już dobrze.- Odparł i wymownie zerknął na nasze splecione dłonie. Speszona chciałam zabrać rękę lecz chłopak mi na to nie pozwolił.
- Bo mi się pogorszy.- Uśmiechnął się.
- To jest groźba? Groźby są karalne.- Odparłam rozbawiona.
- A jak byś mnie ukarała?- Zapytał przekornie, siadając na łóżku.
- Masz leżeć!- Zaprotestowałam stanowczo i popchnęłam go na materac. Blaise chwycił mnie w pasie i wylądowałam rękami na jego klacie. Spojrzałam w jego oczy, on w moje. Mocniej zabiło mi serce. W brzuchu zatrzepotały motyle. Jeszcze nigdy, w obecności żadnego chłopaka tak się nie czułam.
Jeszcze nigdy, w obecności żadnego chłopaka tak się nie czułam. Nasze usta były coraz bliżej siebie.
Nagle ktoś otworzył drzwi i szybko je zamknął. To na tyle wytrąciło nas z równowagi, że zaczęliśmy się śmiać jak porąbani. Kiedy się uspokoiłam położyłam głowę na torsie Blaise’a. Chłopak objął mnie w talii. Słyszałam przyspieszony rytm jego serca. Bum-bum bum-bum.
- Blaise, dziękuję, że osłoniłeś mnie przed cruciatusem.- Wyszeptałam.
- Za to należy mi się chyba jakaś nagroda.- Odparł z uśmiechem. Odpowiedziałam mu tym samym i dałam buziaka w policzek.
- Ejj, tylko tyle?- Zapytał z zawiedzioną miną. Zaśmiałam się i odparłam:
- Na więcej musisz sobie zasłużyć, słońce.- Potem mrugnąwszy okiem wyszłam z pokoju.
Od razu poleciałam do Miony.
- Musimy pogadać.- Tyle wystarczyło. Natychmiast zeszła z kompa i poszła wysłuchiwać mojego ględzenia.

Hermiona
-Musimy pogadać.- Powiedziała Ruda. Wystarczył mi jeden rzut oka na jej minę i wiedziałam, że to coś ważnego. Napisałam tylko do Expecto na rm* "nagły przypadek, przyjaciółka" i wyłączyłam laptopa. Jeden ruch różdżką i już mogłyśmy rozmawiać bez obaw, że ktoś nas podsłucha.
- Bo widzisz... Dzisiaj jak wróciłam z Blaisem...- Ruda opowiedziała mi calutką historię.
Kiedy to usłyszałam zdołałam wykrztusić tylko cztery słowa:
- O kurde! Ale wpadłaś!
_________________________________________________________
rm- portal   www.realme.wiz; Coś jak u nas gg :) 
 wiz- zamiast com. Od wizzard :D

__________________________________________________________
Mam nadzieję, że Wam się podobało :)
Rozdział dodany tylko dzięki prośbom Carmen, Viki i Finite.
Za jakiś czas wrzucę drzewko genealogiczne żeby każdy mógł się połapać :)
buziaczki,
Wasza Bujająca W Obłokach Drowned :*


P.S.  Finite, pogadamy we wtorek jak będzie już po spotkaniu :p

niedziela, 4 sierpnia 2013

Sowa IV

Hej, wszystkim :D
Dzisiaj, kończąc pisać rozdział 6, uznałam, że na razie nie będę go dodawać. Nie ma to sensu. Większości z Was i tak nie ma, więc nikt tego nie czyta.
Tak poza tym, nie komentujecie... A to nie jest fajne....
W każdym razie nowy rozdział będzie jakoś na przełomie sierpnia i września.
Korzystajcie z tego niecałego miesiąca wakacji jaki nam jeszcze został.
Buźka,
Wasza Drowned in love :*

poniedziałek, 22 lipca 2013

Rozdział 5- "Dwie wiadomości"

“Et in sole maculae”- I na słońcu są plamy. (Nie mylić z palmami ;p)
Niedługo potem na wszystkie legowiska zostało znalezione miejsce i mama poszła do grona starszej młodzieży. My znaleźliśmy troszkę wolnego miejsca, usiedliśmy w piątkę z napojami i przekąskami, aby porozmawiać.

Pierwszy rozdział betowany przez Kaję. Dedyk dla Niej :*

-BUUUUUUUUUUU!- Wybraniec wpadł na pewien genialny, w jego mniemaniu, pomysł.
-AAAAAAAAAAAAA!!!- Harry’emu udało się skutecznie przestraszyć przyjaciół.
Wtem drzwi do pokoju otworzyły się i stanął w nich Victor Potter.
- Mam dla was dwie wiadomości…- Zaczął z marszu.
- Najpierw ta zła.- Przerwała mu Pansy, szczerząc się od ucha do ucha.
- Trzeba szybko uratować Snape’a.- Oznajmił mężczyzna.
- Ech…- Dało się słyszeć zbiorowe, zrezygnowane westchnienie.
Victor zaśmiał się krótko. Wiedział, że nikt z piątki obecnej w pokoju Hermiony nie przepada zbytnio za nauczycielem eliksirów. Był jednak pewien, że dadzą z siebie wszystko by go uratować. Jego rozmyślania przerwała Panna-Jeszcze-Granger:
- A co z tą drugą wiadomością… tato?- Spytała, z lekkim wahaniem wypowiadając ostatnie słowo.
Victor Potter wzruszony przygarnął córkę do siebie i odparł:
- Za trzy dni jedziecie na obóz. Wszyscy. Ginny, rozmawiałem już z twoim tatą, zgodził się. Blaise, twoja mama także. Harry… twoje wujostwo miało pewne zastrzeżenia, ale siła perswazji robi swoje.- Wyszczerzył się porozumiewawczo do bratanka. -Ten odpowiedział szerokim uśmiechem, patrząc na niego rozbawiony.
- Ok, teraz chodźcie wszyscy, trzeba obmyślić plan uratowania Snape’a. Jestem przekonany, że jak go poznacie bliżej, to go polubicie.- Wyraził swoje zdanie pan Potter. Czwórka młodych ludzi popatrzyła na niego z niedowierzaniem, a Blaise z uśmiechem.  – Zejdźmy na dół.
W salonie zastali panią Potter, państwo Granger, państwo Parkinson, panią Zabbini i pana Weasley’a siedzących na magicznie powiększonej kanapie. Hermiona wyczarowała drugą z podobnymi właściwościami i ustawiła naprzeciwko.
Kiedy wszyscy wygodnie usiedli, zabrał głos Arthur Weasley. Wytłumaczył, że zna sytuację i przez lata był szpiegiem w domu Molly. Poinformował również Ginny, że rozwodzi się z jej matką. Dziewczyna nie była tym ani trochę zmartwiona, gdyż kobieta, która ją urodziła od lat nie okazała córce ani odrobiny ciepła.
Kiedy już pewne sprawy zostały wyjaśnione, Harry przeszedł sprawnie do tematu Akcji Ratunkowej... no nie do końca.
- Przypuszczam, że Beatrice zabrała Snape’a do swojego domu. Tam jest taka komnata o jakiej mówił Nietope… yyy… to znaczy profesor. Ja byłem z nią tylko dlatego, że zabrała mi okulary, a ja nie chciałem bić dziewczyny. - Rozpłakał się nagle.
Pansy, Ginny, Blaise i wszyscy dorośli z głupieli, natomiast Hermiona wybuchnęła śmiechem. Gdybyście w tamtej chwili weszły do salonu Granger’ów ujrzałybyście zapłakanego Wybrańca, Hermionę turlającą się po ziemi ze śmiechu oraz jedenaście osób zastygłych w dziwnych pozach ze zdumionym wzrokiem, którym wodzili od jednego do drugiego.
Miona uspokoiła się po pewnym czasie (w czym nie pomogły jej miny znajomych). Harry wciąż płakał, jednak wszyscy zwrócili wzrok ku dziewczynie. Ta jeszcze lekko chichocząc zaczęła opowiadać w czym rzecz.
- Gdybyście widzieli swoje miny…- Znów zaczęła się śmiać. Po chwili dołączył do niej również Złoty Chłopiec. Teraz już nikt poza nimi nie wiedział co się działo.
- Już wyjaśniam.- Obiecał chłopak- Parę lat temu ćwiczyliśmy z Mioną płakanie na zawołanie. I teraz ja zastosowałem umiejętności, które wtedy nabyłem. Ostatnim razem przydało się to Herm, kiedy uciekała śmierciożercom. – Opowiedział, ze śmiechem wspominając nie tak daleką przeszłość. – Trzeba było ją wtedy widzieć. W jednej chwili miota avadami, a za moment jest malutką, płaczącą dziewczynką.  Jakbyście obserwowali zmianę to po prostu nie wytrzymalibyście ze śmiechu. Plus mina Nott’a. Stał zdezorientowany przez dobre pięć sekund, a Mionka w tym czasie rzuciła w niego Drętwotą i uciekła.
„O czym wy do cholery pieprzycie?!”- Miałam ochotę krzyknąć. Mieliśmy ratować Snape’a, a Złoty Chłopiec wraz z moją siostrą urządzili sobie wieczór wspomnień. Dopiero po chwili zorientowałam się, że Potter odwleka poważną rozmowę,  licząc na nagłe olśnienie. Nie miał pojęcia, że ja mam całkiem niezły plan.
- Ekchem…- Odchrząknęłam nieśmiało.- A’propos śmierciożerców. Myślicie, że Beatrice może być jedną z nich?- Spytałam. Hermiona  popatrzyła na mnie jakby była pewna, że zadam takie pytanie.  Reszcie prawdopodobnie nawet nie przyszłoby do głowy.
- Proponuję, aby iść do domu Beatrice używając zaklęcia Kameleona. Tam się rozdzielimy. Ja, Potter, Herm, Blaise i Ginny pójdziemy uratować Sanpe’a, a tata, pan Weasley, mój drugi tata i drugi tata Herm złapią Kyer. - Powiedziałam dając równocześnie Potter’owi subtelny znak pod stołem w postaci kopnięcia.
- Ała!- Krzyknął, lecz pod wpływem mojego wzroku natychmiast zamilkł. Na szczęście nikt nie zwrócił uwagi na Wybrańca, gdyż byli zajęci dopracowywaniem szczegółów mojego planu. Kiedy już wszystko było mniej więcej ustalone uznałam, że nadszedł czas na zajęcia w podgrupach.
- Co wy na to, żeby się teraz trochę przespać i wyruszyć rano? Podróż zajmie nam około siedmiu godzin, wystarczy jeśli wyruszymy o trzynastej.
- Uważam, że to świetny pomysł, Pansy. - stwierdziła moja nowa mama i zaraz ruszyła do dotychczasowego pokoju Herm, by wyczarować łóżka dla całego naszego towarzystwa. Po chwili gromadnie ruszyliśmy za nią.

- Potter, sorki, że Cię tak mocno kopnęłam, ale nie chciałam, żebyś coś zaczął gadać.- Zaczęłam. - Wiem, że wolałbyś złapać swoją byłą. Mi też nie uśmiecha się ratowanie Snape’a. Dlatego korzystając z faktu, że to Ty byłeś w domu Beatrice, a nie oni, dorosłych skierujemy w kierunku celi Snape’a, a sami pójdziemy do tej… dziewczynki.- Zakończyłam szczerząc się. Wszyscy zgodnie uznali,  że to dobry pomysł. Późniejsze wspomnienia przysłoniło nam kilka butelek Ognistej i wina.

_________________________________________________________________
Najpierw komentarz Kajki do tekstu ("będzie taka sławna") ;p
"Ok, rozdział poprawiony :)
dodałam kilka przecinków, z ortografią na 90 % wszystko gra... co ja to jeszcze... aha!
w kilku miejscach styl był odrobinę... niedopracowany.
poprawiłam w jednym momencie dość znacznie, bo zamiast
"Ten odpowiedział mu rozbawionym spojrzeniem i szerokim uśmiechem" (albo bardzo podobnie) napisałam "Ten odpowiedział mu szerokim uśmiechem, patrząc na niego z rozbawieniem". mam nadzieję, że jest ok :)
jeszcze zamiast 'pojmać' dałam 'złapać' - nikt nie używa takich słów w zwykłej rozmowie...
w ten sam sposób zmieniłam 'uznała' na 'stwierdziła', żeby tekst nabrał lekkości :)
a tak w ogóle to było naprawdę niewiele błędów, raz brakowało "ę" i dwa razy przecinka, poza tym tylko styl :P"

No i jak tu jej nie lubić?! 
Rozdział pisałam na telefonie, siedząc na drzewie czereśniowym, kiedy słońce skutecznie utrudniało mi widoczność odbijając się od wyświetlacza. Mam nadzieję, że się spodoba. W następnej notce Akcja Ratunkowa i... coś jeszcze :D
buziaki,
Wasza Drown :*

niedziela, 21 lipca 2013

Miniaturka urodzinowo- imieninowa dla Finite.

Dla Finite, bo miała urodziny i imieniny.
Dziękuję za te szczere opinie co do zakończenia (zmienianego 10 razy). Mam nadzieję, że ostatecznie Ci się spodoba :)

Happy b-day to u,

Happy b-day to u,
Happy b-day dear Finite,
Happy b-day to u!

Życzę Ci życia nie tyle wolnego od trosk, co żebyś te troski i trudy przyjmowała z radosnym oczekiwaniem na nowy dzień. Mam nadzieję, że umierając (ten optymizm) będziesz mogła powiedzieć "Miałam fajne życie i dobrze go przeżyłam."



Było ciemno. Ciemno jakby ktoś nagle wziął kawałek świata o powierzchni 59 km² i schował do czarnego pomieszczenia bez okien i świateł. Nawet najstarsi z najstarszych żyjących ludzi nie widzieli jeszcze takiej głębokiej i intensywnej czerni.
Male dzieci grały na komputerach w porywające strzelanki nawet nie zauważając co się dzieje. Młodzież spoglądała na komórki, tablety czy laptopy, potem z niedowierzaniem wpatrywali się w niebo i po chwili znów w godzinę, bowiem każde urządzenie wskazywało 13:15. Większość osób nie była pewna czy wierzyć tej nieciekawej naturze, czy swoim bogom, w końcu jednak pogrążali się z powrotem w elektronicznym świecie dochodząc do wniosku, ze tej dziwnej przyrodzie cos musiało się pomieszać.
Staruszkowie jak gdyby nigdy nic oglądali "Modę na sukces" leżąc na kanapach.
Przechodząc pod blokami i domami można było dostrzec tylko niebieskawa poświatę wydobywającą się z każdego okna. Wszystko byłoby w miarę normalne- ot taka zwykła chwila w Beaut- gdyby nie to, że nagle, w środku dnia zrobiło się ciemniej niż w najciemniejszą noc.
Pewna dziewczyna wyruszyła na poszukiwania jakiegokolwiek znaku, ze ktoś będzie podziwiał piękną a zarazem przerażającą burze, która już niedługo będzie pluć piorunami, błyskawicami i deszczem próbując sprowokować budynki, by się poddały, położyły i w mroku przeżyły ostatnie chwile swego żywota.
W jednym mieszkaniu można było zobaczyć otwarte okno. Na jego widok w szatynce idącej ulicą obudziła się nadzieja.
~Może jeszcze nie jest za późno. Może ci ludzie podświadomie chcą poczuć trochę przyrody~ pomyślała. Chwile później rozległ się głośny huk. Z mieszkania dało się słyszeć glos:
-Stefan, zamknij okno! Ta burza którą puścili w Nature Tv zagłusza mi mój ukochany serial "N jak nowocześni, t jak na topie"!- po czym trzaśnięcie, cichutkie dzwonienie szyby i dźwięk przekręcanej klamki rozsypały w proch ostatni promyk nadziei u Hermiony Granger, gdyż to właśnie ona stała na ulicy. Młoda, piękna, zazwyczaj patrząca na świat przez różowe okulary dziewczyna smętnie powlokła się w kierunku lasu. Na jej brązowe włosy spadły dwie pierwsze, ciężkie krople deszczu. 
W tym samym czasie wysoki chłopak w czarnej pelerynie wyskoczył oknem wielkiego zamku i szybko udał się ku gąszczu drzew, które zdawały się szeptać słowa zachęty, by w ich objęciach ukrył się przed okrutnym zcyberyzowanym światem. Blondyn zrobił to z wielką chęcią, nie zważając na szalejąca burzę. Kiedy  dotarł do swojej ulubionej polanki zatrzymał się i stanął jak wryty z osłupieniem wpatrując się w postać tańcząca w deszczu w zwiewnej, żółtej sukience. Po chwili wpadł na genialny, w jego mniemaniu, pomysł. Tanecznym krokiem ruszył w stronę dziewczyny, która zauważyła go i działając spontanicznie zaczęła z gracją biec w jego stronę. Odczytując jej zamiary, arystokrata ustawił się odpowiednio i 3 sekundy później kobieta znajdowała się nad jego głową. Kiedy ją postawił zaczęli taniec pełen namiętności. Ona- wabiła, kusiła i hipnotyzowała go z swoimi ruchami, ciałem do którego przylepiła się jej kusa sukienka i spojrzeniem orzechowych oczu. On- oczarowywał ja swym męskim, umięśnionym ciałem, które było widać przez mokre ubrania, a także spojrzeniem stalowo-niebieskich oczu, zazwyczaj pełnych obojętności, lecz teraz płonących pożądaniem i namiętnością. W ich kącikach widoczne było również uwielbienie i zachwyt.
Kiedy skończyła się melodia płynąca w ich głowach, stali bardzo długo w bezruchu wpatrując się sobie w oczy.
W pewnej chwili dziewczyna odskoczyła z krzykiem.
- Malfoy! Co Ty robisz!? Ubrudzisz się szlamem!
- Hermiono... Ja... Nie miałem okazji Cię przeprosić... Więc... przepraszam. Jest mi cholernie przykro, że zachowywałem się jak pacan przez ostatnie sześć lat. Zmieniłem się. W siódmej klasie ani razu nie nazwałem Cię... sz... No wiesz... - to słowo nie mogło mu przejść przez gardło.- Wiem, że na to nie zasłużyłem, ale postaw się, proszę w mojej sytuacji. Chciałem przypodobać się ojcu. Byłem idiotą i ostatnim debilem, że nie zauważałem jak okrutny jestem.- kiedy mówił podchodził coraz bliżej dziewczyny.
- Malfoy, przepłakałam przez Ciebie nie jedną noc. Mimo iż często nazywałeś mnie szlamą to wcale nie bolało mniej.
- Wiem, że Cię raniłem, ale zmieniłem się. Walczyłem po właściwej stronie. Nawet nie przypuszczasz jak bardzo cierpiałem kiedy Bellatrix robiła Ci tą bliznę- wskazał na jej dłoń.
- Tylko ciekawe czemu nic nie zrobiłeś!
~ Rzuciłem się na tą dziw…ną kobietę i wytrąciłem jej z ręki różdżkę. Mój nienormalny ojciec dokończył jej robotę, a Bellatrix rzucała we mnie crutiatusami i sectusemprą na zmianę przez następne 3 godziny~ powiedział to w swoim umyśle, jednak Hermiona wychwyciła jego myśl.
- Ja... Nie wiedzialam... Ja myślałam...
- że jestem taki jak oni:  kocham Voldzia i uwielbiam sprawiać ból, wiem.
- myślałam, że dostałeś mojego patronusa.- Skończyła nie zwracając uwagi na to co powiedział.
- Jakiego patronusa? U mnie w domu każdą wiadomość najpierw odsłuchuje ojciec.
- O cholera!- wykrzyknęła przyszła nauczycielka starożytnych run i przywołała piękną panterę.
- Ostatnia wiadomość do Malfoya- powiedziała.
- Dziękuję, że pozwoliłeś mi uciec. Mam nadzieję, że nie jesteś zbyt mocno ranny. Jeśli chcesz możemy Cię stamtąd wydostać, daj tylko znak czy chcesz. Mam nadzieję, że uda nam się w końcu pogodzić. Hermiona Granger.- z paszczy świetlistego kota wydobywał się głos szatynki.
Draco Malfoy przez chwilę stał nie mogąc wykrztusić ani słowa. W jego oczach można było zobaczyć smutek, radość z tego powodu, że chcieli go uratować i szczerą nienawiść do ojca.
~ Muszę jej to w końcu powiedzieć. Mimo, że nie mam szans u tak zajebistej dziewczyny, muszę spróbować.~ Tym razem Draco nie wiedział, że Granger wychwyciła jego myśli.
- Hermiono ja Cię kocham. W tym roku bałem się do Ciebie podejść, bo byłem pewien, że po wojnie nienawidzisz mnie jeszcze bardziej. Pragnę Cię od piątej klasy...- nie dane mu było skończyć, bowiem panna Granger szepnęła:
- Ja też Cię kocham, Draco.-i zachłannie wpiła się w usta blondyna. Ten z początku zaskoczony, już po chwili objął ja w talii i pogłębił pocałunek. Chwilę później ich języki spotkały się i zaczęły pełen uczucia szalony taniec. Kiedy brakło im tchu oderwali się od siebie. Dysząc stali i patrzyli sobie głęboko w oczy.
- Hermiona...- Zaczął arystokrata.
- Ćśś, Malfoy. Powiedz mi skąd się tu wziąłeś.- poprosiła, czule przeciągając głoski w wyrazie "Malfoy”
-Jestem na pseudo wakacjach.- odpowiedział z goryczą w glosie.
- Do kiedy tu zostajesz?
- Wracamy tydzień przed początkiem roku szkolnego. Będę uczył w Hogwarcie.
- Świetnie! To tak jak ja!- ucieszyła się Hermiona.- Słuchaj… Przez ten czas możemy się lepiej poznać. Jak będziemy razem pracować zaskoczymy wszystkich, że nie skaczemy już sobie do gardeł. Co ty na to?
- Dla Ciebie wszystko, Granger.- Odparł Draco ciepłym głosem i pocałował ją namiętnie. Resztę nocy spędzili na podziwianiu burzy i szczerej rozmowie co jakiś czas przerywanej pełnymi ognia pocałunkami.
*Miesiąc pełen codziennych spotkań i wzajemnego poznawania się później*
- Witaj słońce, stęskniłem się- Powiedział blondyn czule całując piękną blondynkę. Wróć… Jak to blondynkę?! Ano po prostu, parę machnięć różdżką i nasza Miona jest śliczną blondyneczką.
- Hej, Draco. Widzieliśmy się wczoraj a już nie mogłam bez ciebie wytrzymać.- Odparła wyżej wspomniana z szerokim uśmiechem na twarzy.
- To jak, gotowa?- Spytał Malfoy.
- Jasne, chociaż chyba powinnam się bać.- Stwierdziła szczerząc się i wystawiając język.
- Osz ty…- Wysyczał w odpowiedzi, również się uśmiechając.- Gdyby nie gonił nas czas już wiłabyś się w męczarniach spowodowanych przez łaskotki i błagałabyś mnie o litość.- Odpowiedział Malfoyowskim tonem, po czym zaśmiał się w głos.
~ Jak przyjemnie jest słyszeć jego szczery śmiech~ Pomyślała Hermiona i zawtórowała arystokracie.
- Zamknij oczy, skarbie.- Poprosił Draco. Panna Granger uwielbiała niespodzianki, więc wykonała polecenie. Blondyn zawiązał jej oczy lazurową chustką idealnie pasującą do sukienki w tym samym kolorze, którą Herm miała na sobie. Do tego założyła beżowe szpilki i torebkę, bowiem chłopak powiedział, że zabiera ją na kolację.
Kiedy wszystko było gotowe, Malfoy pocałował dziewczynę i teleportował ich oboje nie przerywając pocałunku. Dopiero po chwili wypuścił ją z objęć, by mogła przyjrzeć się uliczce na której się znaleźli. Hemiona otworzyła szerzej oczy i zapytała mężczyznę skąd zna to miejsce.
-  Często przyjeżdżałem do Paryża z Blaisem, kiedy nie mieliśmy już sił przebywać w naszych domach. Zawsze zatrzymywaliśmy się w tamtym domu.- Wskazał jej przytulną kamienicę. Na to Hermiona opowiedziała jak kiedyś przyleciała do cioci, zgubiła się szukając drogi i trafiła właśnie na tamtą uliczkę. Ta urzekła ją swym pięknem, więc- wtedy jeszcze jako uczennica Hogwartu- rozłożyła sztalugi na środku ulicy i przeniosła przepiękny widok na płótno. 

- Mogłabyś przywołać tutaj ten obraz?- Poprosił Draco zafascynowany tym, że dowiedział się czegoś nowego o swojej dziewczynie i równocześnie podekscytowany tym, co miało nastąpić trochę później. Hermiona zgodziła się.
Accio la Friterie painting- Zawołała i już po chwili przed nimi, na sztalugach stało dzieło panny Granger. Kiedy Draco je zobaczył zaczął zachowywać się jak wariat. Zaczęło padać, a on złapał Herm za rękę i ustawił na środku uliczki. Potem klęknął przed nią na jednym kolanie, wyjął aksamitne pudełeczko i powiedział oficjalnym tonem, przez który przebijały się nutki zdenerwowania:
- Hermiono Jeane Granger, kocham Cię, pragnę abyś uczyniła mi ten zaszczyt i została moją żoną.
- Draconie Malfoyu jesteś świetnym chłopakiem, ale zaręczyny- niespodzianka w deszczu to już przesada. Przez Ciebie będę musiała zawstydzić wszystkie moje koleżanki kiedy będą mi odpowiadały o swoich super zaręczynach, bowiem moje są zajebiste. Tak, zostanę Hermioną Jeane Malfoy! Ko…- Nie dokończyła bowiem Draco w euforii porwał ją w ramiona i złożył na jej cudownych ustach namiętny pocałunek, który zapamięta już na zawsze. Wtedy na obrazie poczęły pojawiać się ich podobizny, dokładnie na środku skrzyżowania.
Nie minęło dużo czasu kiedy znalazł ich Lucjusz Malfoy. Brutalnie odciągnął Draco od Hermiony krzycząc:
- NIGDY WIĘCEJ NIE CHCĘ CIĘ WIDZIEĆ Z TĄ SZLAMĄ!
- Ojcze, Hermiona właśnie zgodziła się zostać moją żoną - odparł spokojnie Malfoy junior. Na te słowa Lucjusz wpadając w szał wycelował różdżką w Hermionę.
Avada kedavra- krzyknął.
Kobieta upadła na ziemię, blondyn podbiegł do jej drobnego ciała. Nie żyła… Zwrócił wzrok na drugiego mężczyznę, stojącego obok. W jego oczach była tylko nienawiść. Podniósł się, potknął i upadł. Leżał na plecach, jego ciało pieściły strumienie deszczu delikatne niczym usta byłej gryfonki. Widział jak ojciec się nad nim pochyla, sprawdza puls, krzyczy coś i w końcu teleportuje obu do siedziby śmierciożerców. Tam magomedycy  nie mogli wymyślić co mu się stało. Mieli milion pięćset, sto dziewięćset różnych pomysłów, lecz żaden z nich nie wpadł na to, że Dracon cierpi z bólu i tęsknoty. Ledwo zyskał pewność, że Hermiona go kocha, jego własny ojciec ja zabił. ZABIŁ! Nie ruszał się. Nie miał ochoty. Nie odzywał się do nikogo. Jadł i pił tylko kiedy był sam w pokoju.


Od zabójstwa Hermiony minął rok. Podczas spotkania śmierciożerców w salonie rodziny Malfoy’ów, Draco wstał i udał się na dół. Spojrzał na ojca oczami pełnymi bólu i cierpienia, uniósł różdżkę, którą w ostatniej chwili skierował w swoją pierś.
-Avada kedavra

niedziela, 14 lipca 2013

Sowa trzecia nadlatuje

Witajcie!
Przepraszam. Nie wiedzialam, ze nie bede miec internetu. Do konca tego tygodnia jestem na wsi. Mam 5 minut na necie. Obiecuje, ze po powrocie dodam miniaturke- miala byc na imieniny Finite, ale... no. A takze bedzie nastepny rozdzial.
Buziaczki,
Wasza Drowned :*

posted from Bloggeroid

niedziela, 30 czerwca 2013

Rozdział 4 "Podziękuje mi pan, jak już uda mi się profesora uwolnić"

„Interesuję się przyszłością, bo tam spędzę resztę mojego życia” ~Charles Kettering
Dla Nox.  Dziękuję.

Kiedy Hermiona nieco otrząsnęła się z szoku postanowiła podjąć ryzyko i spojrzeć na zdjęcie. Ledwo rzuciła na nie okiem, wykrzyknęła:
- TO BEATRICE KYER! DZIEWCZYNA HARREGO!
Blaise popatrzył na Herm z niedowierzaniem i wziął od niej fotografię.
- Teraz to już chyba eks…- wymamrotał.
- Ale nas wkręcacie! Dawaj to zdjęcie!- Zażądała Ruda.
- Osz ty w gacie Voldka!- Wykrzyknęła sekundę później.
- Możecie mi  pomóc?- Poprosiła Pansy nie mogąc przywrócić świadomości Chłopcu, Który Przeżył Dwukrotne Spotkanie Z Voldkiem, Ale Zdjęcia Całującego Się Snape’a Już Chyba Nie. Hermiona stanęła nad Wybrańcem, wyciągnęła różdżkę i wymówiła zaklęcie
- Aquamenti.- Z magicznego patyczka wytrysnął strumień wody, który czekoladooka (for u, Mistic ;p) skierowała na twarz chłopaka.
 Potter natychmiast odzyskał przytomność.
-Herm, błagam, powiedz, że ta dziewczyna, której Snape zjada twarz na zdjęciu to nie TA Beatrice. BŁAGAM, MIONA!
- Przykro mi, kuzynie. Wydaje mi się, że powinieneś z nią pogadać.- Poradziła mu Pansy.
W tym czasie Hermiona wygłaszała monolog:
- Dlaczego Snape wysłał ten list Harremu? Przecież gdyby chciał jakoś wzbudzić jego… brr… zazdrość to nie pisałby listu do „mamóśi”.  Co ten obleśny, stary pedofil sobie wyobraża? Chce się oświadczyć swojej byłej uczennicy?!  Ona skończyła szkołę rok temu! Co ten nienormalny erotoman sobie wyobraża?! I co ta dziw…na dziewczyna robi?! Puszcza się na prawo i lewo!!!- Dopiero po chwili zorientowała się, że powiedziała o jedno zdanie za dużo…
- Od jak dawna?- Zapytał Harry z bólem w oczach.
Nikt się nie odezwał. Było tak cicho, że słyszeli szepty rodziców siedzących piętro niżej. Przyjaciele Pottera stali ze spuszczonymi głowami. W końcu Herm wyszeptała ze łzami w oczach
-W czerwcu widzieliśmy ją z Cormaciem… Nie chcieliśmy Ci mówić, byłeś taki szczęśliwy… Myśleliśmy, że sama się przyzna. Potem… Nie było okazji…- Po tych słowach rozpłakała się na dobre. Harry mimo, że był cierpiał, rozumiał ich decyzję.  Przytulił Hermionę, która była dla niego jak siostra. Nie mógł patrzeć jak płacze.
- Snape miał żonę, Dianę di Miver. Bardzo się kochali, była dla niego wszystkim. Kiedy uczestniczyli w misji ze wszystkimi Potterami, Diana była w ciąży. Weasley rzucił na nią klątwę. Kiedy urodzi dziecko, umrze. Faktycznie tak się stało. Snape chciał pomścić kobietę. Kiedy próbował zabić Voldzia porwano mu córkę.  Severus się załamał, ale Tralavney wpadła przy nim w trans. Wygłosiła przepowiednię, która mówi, że dopóki ta dziewczyna nie będzie miała 17 lat, ojciec jej nie odnajdzie. To zmobilizowało faceta do działania. Udawał poplecznika Voldemorta, czekając na okazję, by się zemścić. Nie wierzę, że Snape zapomniał o córce, która w tym roku, w listopadzie będzie obchodzić siedemnaste urodziny. Zbyt kochał Dianę i tą małą. Wiem to, bo moja mama pokazywała mi wspomnienia w myślodsiewni, kiedy w pierwszej klasie śmialiśmy się z Draco ze Snape’a. Coś jest nie tak z tym zdjęciem.- Stwierdził Diabeł.
- POTTER!- Wykrzyknęła nagle Hermiona.
- Wpadła na coś- szepnął Harry do Ginny, Blaisa i Pansy, a głośno zapytał
- Tak, Miona?
- Pokaż mi jakikolwiek list od Beatrice- ostatnie słowo wyrzuciła z siebie z pogardą i obrzydzeniem.
~Accio list ~

Muj drogi harry
Jezdem bardzo szczensiliwa, żę...
Tyle wystarczyło, Hermionie. Była pewna, że Beatrice coś knuje. Ale jakim cudem zrobiła zdjęcie siebie całującej się z nauczycielem eliksirów? Magicznych fotek nie da się przerabiać. Mózg dziewczyny pracował na najwyższych obrotach, kiedy próbowała zgadnąć jakiego zaklęcia mogła użyć Beatrice…
- MIONA!!! MIONA!!!- Blaise stał nad panną Evans i potrząsał nią za ramiona.
- Co? Co? Co się dzieje?- Zapytała zdezorientowana.
- Od dwudziestu minut wpatrujesz się tępo w kominek i nie dociera do ciebie nic z tego co mówimy.- Poskarżył się mulat.
- Przepraszam, zamyśliłam się. Ale już wiem co mogła zrobić B (czyt. bi). – Wytłumaczyła się dziewczyna.
- I DOPIERO TERAZ TO MÓWISZ?- Wykrzyknęli jej przyjaciele.
- Nie możliwe, żeby jakoś magicznie przerobiła to zdjęcie. Beatrice jest mugolakiem. Ma dostęp do mugolskich wynalazków.  Mogła zeskanować fotkę i przerobić w Photoshopie.- Wyjaśniła.
- Dwa pytania. Co to znaczy zeskanować i co to jest Photoshop?- zapytała Ruda.
- Kiedy ktoś skanuje zdjęcie to po prostu jakby kopiuje je na komputer. Photoshop to program umożliwiający obróbkę zdjęć.- Wyjaśniła możliwie prosto i najkrócej jak było to możliwe Hermiona.
- Właściwie to bardzo prawdopodobne.- zgodził się Potter. Chwilę później jego oczy zaćmiły się mgłą, a Złote Dziecko padło po raz drugi tego dnia zemdlone na dywan.
***

Uchylił powieki i jego źrenice musiały się zwężyć  zaatakowane gwałtownie i niespodziewanie przez ostre światło słoneczne. Kiedy już zdołał w pełni otworzyć oczy i nawet usiąść, dla odmiany opadła mu szczęka. Siedział na ziemi, w ogródku, przed domem Dursley’ów. Wokół było pełno komarów i dementorów, a obok, przy stoliku siedział Snape… w bikini.
- Panie profesorze, o co tu chodzi? Czemu tam są dementorzy i komary?- Zapytał nie chcąc komentować stroju profesora.
- Słuchaj. Musisz mi pomóc. Mam z Tobą utworzoną więź. Nie wiem jak, nie wiem po co, ale Albus powiązał nas. Kiedy jeden jest w tarapatach, a drugi może mu pomóc, po prostu się porozumiewamy.  Jestem uwięziony w komnacie, która pokazuje Ci to, czego w danym momencie nie chciałbyś ujrzeć. Zamknęła mnie tu Twoja cudowna dziewczyna, Potter.- Ironizował.- Nie sądziłem, że kiedyś to powiem, ale… potrzebuję Twojej pomocy.
- Coś pan mówił, profesorze?- Dopytywał Harry ze złośliwym uśmieszkiem.
- POTRZEBUJĘ TWOJEJ POMOCY!!!- Wykrzyczał nieźle już wkurzony Snape.
- Podziękuje mi pan, jak już uda mi się profesora uwolnić.- Wyszczerzył się Wybraniec i pstryknął palcami.
Po chwili otworzył oczy w znajomym pomieszczeniu w którym siedziała piątka jego przyjaciół z osłupieniem wpatrując się w ścianę…
__________________________________________________________________
Rozdział pisałam dwukrotnie, gdyż pierwsza wersja się usunęła -,-
Średnio mi się podoba ta notka... Jest taka... Dziwna xD
Notka z dedykiem dla Nox, bo zakończyła pisać swojego bloga i na razie nie ma zamiaru nic pisać.
Komentujcie, proszę...
Buziaki,
Wasza Drowned :*

wtorek, 25 czerwca 2013

Rozdział 3 "Droga Mamóśó"

Dla Finite. Za całokształt :)
Dla Viki i Nyri za przemiłe komentarze.
"Czasami próbuję udawać normalnego, ale wtedy ludzie myślą, że jestem jeszcze bardziej popierdolony"

Z końca różdżki wyłoniła się delikatna mgiełka, która po chwili uformowała się w wielkiego, pięknego motyla. Pansy westchnęła z zachwytu. Kiedy podniosła rękę do góry, owad delikatnie na nią opadł. Dziewczyna uśmiechnęła się szeroko i poczuła, jak jej serce napełnia się radością, a nastawienie automatycznie zostało zmienione na pozytywne. Spojrzała na swoją siostrę, która głaskała przepiękną panterę. Zauważyła szeroki uśmiech na twarzy Hermiony i domyśliła się, że poczuła dokładnie to samo co ona.

Pansy się zamyśliła i motyl zaczął spadać z jej ręki. Pantera w mgnieniu oka znalazła się obok i uchroniła delikatne zwierzę od upadku. Bliźniaczki uśmiechnęły się i przytuliły. Bez słów zrozumiały, że zawsze mogą na siebie liczyć. Po chwili wyszczerzyły się i powróciły do zabawy z patronusami.

Niedługo potem w pokoju Miony pojawili się Blaise, Ruda i Harry. Stanęli w miejscu i ze zdziwieniem patrzyli na dziewczyny. Te nie wiedząc o co chodzi spojrzały po sobie i wybuchnęły śmiechem. Wciąż miały żółto- zielone włosy!

Jak na komendę powiedziały: - Parva Ludus Finite!*

Już po chwili Hermiona znów była szatynką, a Pansy brunetką. Młode kobiety przywitały się z przyjaciółmi, oraz zaproponowały im coś do picia i jedzenia. Mimo protestów bliźniaczki przywołały z kuchni słodycze, wino i Ognistą. Potem wszyscy rozsiedli się z kieliszkami wygodnie po całym pokoju i Pansy mogła zacząć opowieść. - Więc… - Nie zaczyna się zdania od więc, siostrzyczko.- Upomniała ją ze śmiechem Herm. - SIOSTRZYCZKO?!- Wykrzyknęli równocześnie Harry, Blaise i Ginny wypluwając trunki na dywan. - Przynajmniej wiemy od czego rozpocząć- roześmiała się Hermiona.

Kiedy bliźniaczki skończyły opowiadać nie były do końca pewne czy Harry i Ginny wszystko załapali. Blaise miał przynajmniej inteligentną minę. Oczywiście pominęły całą sprawę związaną z Malfoyem.

- Hmm… Dziewczyny…? 
- Tak, Ginny? - Będziecie dalej chodzić do Hogwartu?- Zapytała niepewnie Ruda.
 - JASNE!- Wykrzyknęły równocześnie panny Evans nieco zdziwione pytaniem. Nie przyszło im nawet do głowy, że mogłyby zmienić szkołę. Ich przyjaciele odetchnęli z ulgą. Bali się, że rodzice dziewczyn mogliby chcieć je gdzieś przenieść.

Blaise otwierał usta żeby coś powiedzieć, ale przerwała mu pani Potter wchodząc do pokoju 
- Witajcie, jestem Jessica Evans-Potter. Harry, dostałeś list od Severusa Snape’a. Proszę – Powiedziała podając Wybrańcowi kopertę. Nim się spostrzegli wyszła z pokoju. - Okeeeej to było dziiiiwne…- Podsumowała Ruda przeciągając samogłoski. Harry w tym czasie rozerwał kopertę i przebiegł wzrokiem po kartce zapisanej drobnymi literami. Później z przerażeniem spojrzał na dołączone zdjęcie. Tego co tam ujrzał nie wytrzymał psychicznie. Zrobił się blady jak ściana i zemdlał.

Pozostałe cztery osoby obecne w pokoju spojrzały na siebie zdezorientowane, po czym Pansy zajęła się cuceniem Wybrańca, a Hermiona przeczytala list na głos

Droga Mamóśó!

Ostatnio spotykam siem z pienknom Beatrice. Jest bardzo inteligętna, miła i muwi, rze mam seksi włosy. Myślem, rzę siem zakohałem. Ona jest wymażonom rzonom dla mnie. Jótro jej siem osiwiadczem. 
Kohajoncy cie, twuj mały syneczeg, Severikuś.

P.S. Wysyłam nasze wspulne zdjencie w deszczó.

_________________________________________________________






*Parva Ludus Finite- antyzaklęcie do Parva Ludus
_________________________________________________________

Mam nadzieję, że nie obrazicie się na mnie za to, że zrobiłam za Sanpe'a analfabetę ;)
Rozdział krótki, ale po prostu jakoś tak wyszło....
Przedstawiam Wam pewną zależność:
10 komentarzy= miniaturka dzisiaj
5 komentarzy= miniaturka jutro

Buziaczki,
Wasza Drowned <3

niedziela, 23 czerwca 2013

Sowa druga nadlatuje

Przepraszam.
Zdaję sobie sprawę, że dopiero zaczęłam prowadzić bloga i już nie dodaję notek tak jak obiecuję, ale dopiero w piątek skończyła się u mnie klasyfikacja. Musiałam powyciągać oceny końcoworoczne i miałam mało czasu na myślenie, a co dopiero poprawianie notki. Napisane mam 4 rozdziały do przodu, ale brak mi czasu na poprawianie ich. Obiecuję że do wtorku będzie rozdział 3 a także miniaturka, aby wynagrodzić Wam ten czas.
Buziaki,
Wasza Drowned :*

środa, 19 czerwca 2013

Sowa nadlatuje

Witajcie :)
Mam ważną sprawę: POSZUKUJĘ BETY!.
Sama nie daję sobie rady z poprawianiem swoich notek. Nie zauważam błędów...
Dlatego jeśli ktoś byłby chętny, proszę o kontakt na gg (17397331) lub mailowo (whole.life.in.the.sky@gmail.com).
Buziaki,
Wasza Drowned <3

P.S.Piszcie również jak będzie się komuś nudzić, lub po prostu będzie chciał pogadać. Jestem zawsze chętna na zawieranie nowych znajomości :)

P.P.S. (post postu scriptum :p) Rozdział 3 poprawiam, dodam jutro lub w piątek :)

niedziela, 16 czerwca 2013

Rozdział 2

"She can't sing,
She can't dance,
But who cares,
She walks like Rihanna"- nie pytajcie, faza z Nimi <3
Dla Tej Kochanej Siódemki <3
Dla Finite w ramach przeprosin, że się nie odzywałam...
Dla Nymeri, dziekuję za komentarz :D
Dla Mistic, może nauczę Cię przerywać w normalnych momentach ;)

Ich mocne głosy niosły się po pomieszczeniu.
-PARVA LUDUS!*
Kiedy zadźwięczały ostatnie głoski zaklęcia młode kobiety padły sobie w ramiona ze śmiechem.
Ich opiekunowie zgłupieli. Każdy, kto znajdował się w pomieszczeniu (nawet kot), miał żółte włosy z zielonymi pasemkami.
Jako pierwsza z szoku ochłonęła matka Hermiony i wykrztusiła z siebie ciche:
- Co do diabła właśnie się stało?
Na te słowa Hermona i jej siostra bliźniaczka, zaczęły śmiać się jak opętane. Panna Granger trzęsła się ze śmiechu trzymając się za brzuch, a z jej oczu strumieniami ciekły łzy, natomiast druga czarownica padła na podłogę i turlała się nie mogąc wziąć normalnego wdechu. W takim stanie trwały przez dobre 20 minut, ponieważ gdy tylko jedna zaczęła się uspokajać, patrzyła na drugą i zabawa zaczynała się od nowa.
W tym czasie zdezorientowani i lekko skołowani państwo Granger zrobili kawę i wraz ze swoimi przyjaciółmi ze szkolnych czasów, usiedli na kanapie i z dziwnymi minami patrzyli na swe córki. Te gdy tylko się uspokoiły pospieszyły z wyjaśnieniami:
- Pogodziłyśmy się na początku siódmej klasy i zostałyśmy przyjaciółkami. Gdy tylko się zobaczyłyśmy ustaliłyśmy poprzez mentalną rozmowę, że zrobimy wam kawał. Właściwie nie wiedziałyśmy co to będzie, ale postanowiłyśmy zaryzykować zaklęcie wymyślone przez Zabiniego. No i wyszło!- Mówiły równocześnie.
Ich rodzice siedzieli z otwartymi ustami. Tym razem to dziewczyny były zdezorientowane.
- O co chodzi?-  Spytały znów mówiąc razem.
- Czy zdajecie sobie sprawę z tego, że mówicie wszystko równocześnie, jakbyście z góry wiedziały co powie ta druga?- Wybuchnęła śmiechem pani… *cisza budująca napięcie*…. Parkinson. Po chwili wszyscy jej zawtórowali.
Tak radosną atmosferę zakłócił trzask teleportacji. Opiekunowie bliźniaczek wstali, aby przywitać się z przyjaciółmi, którzy stali za kanapą. Dziewczyny odetchnęły głęboko, złapały się za ręce, aby dodać sobie odwagi, po czym odwróciły się równocześnie. 
Ich oczy ujrzały dwie postaci, które Hermiona doskonale znała ze zdjęć.
- Przecież wy jesteście rodzicami Harrego!- Wykrzyknęła panna Granger.  Kobieta, która była łudząco podobna do Lilly Potter uśmiechnęła się smutno i zapytała:
- Moglibyśmy usiąść? Ta historia nie jest najkrótsza.- Bliźniaczki pokiwały głowami. 
- Wiem, że wasi rodzice opowiedzieli wam część historii. Nadszedł czas, żeby ją uzupełnić.- Powiedziała, kiedy wszyscy usiedli.- Jestem Jessica, miałam siostrę bliźniaczkę- Lilly, a także rok starszą, niemagiczną siostrę- Petunię. Mój mąż, Victor miał brata bliźniaka- Jamesa. Wszyscy chodziliśmy do Hogwartu, jednak my byliśmy w Slytherynie, a nasze bliźniacze rodzeństwo- w Gryffindorze. Po szkole często się spotykaliśmy i pewnego dnia na wspólnym spacerze Victor i James nam się oświadczyli. To znaczy Victor mi, a James- Lilly. Ślub tez mieliśmy podwójny.- Opowiadała z uśmiechem wspominając dobre czasy.- Potem walczyliśmy przeciwko Johnowi We...- Tutaj przerwał jej kaszel Katherine Granger.

- Kat, coś się stało? -Zapytała Jessica z troską.
- Hermiona nie wie o jeszcze jednej rzeczy.- westchnęła pani Granger, po czym zwróciła się do córki:
- Skarbie, ten czarnoksiężnik nazywał się Weasley… Wiem jaki to dla ciebie cios, ale Ron Weasley i Percy Weasley są jego potomnkami.
- Domyśliłam się tego kiedy opowiadałaś tą historię i nie wymówiłaś do końca tego nazwiska… Ron… On zmienił się po bitwie z Voldemortem, w siódmej klasie odłączył się od nas, natomiast Percy zrobił to już dawno temu. Przyjaźnie się z bliźniakami, Harrym, Ginny, Blaisem i Pansy.- Herm uspokoiła swoją opiekunkę.
- Ginny jest córką Arthura; tak samo jak pozostali chłopcy. – Jessica Potter postanowiła kontynuować swoją opowieść.- Kiedy wygraliśmy z Weasleyem, Voldemort postanowił się zemścić, zabijając całą naszą czwórkę. Nie udało mu się nas złapać, ponieważ byliśmy w tym czasie z przyjaciółmi. Lilly i James poszli do domu, aby położyć Harrego spać. Teraz coś co może okazać się dla was szokiem, szczególnie dla ciebie, Hermiono.  Wydał ich Dumbledore, a potem udawał, że walczył przeciwko Voldemortowi, ale to nie był prawda. Natomiast Malfoyowie, Zabinni i Snape byli szpiegami. Voldzia udało się pokonać dzięki nim, ale Weasleyowie nadal stanowią zagrożenie. – Wszyscy przez chwilę siedzieli w milczeniu obserwując reakcję Pansy i Hermiony.

- Czy możemy powiedzieć o tym Harremu, Ginny i Blaisowi?- Zapytały bliźniaczki.
- Oczywiście, ale musicie wiedzieć jeszcze jedną rzecz: Draco Malfoy wie o wszystkim  i dokuczał wam od pierwszej klasy tylko i wyłącznie dla waszego bezpieczeństwa. Z tego samego powodu nie pogodził się z wami w tym roku. Często kłócił się z Lucjuszem i Narcyzą, żeby pozwolili mu was przeprosić, ale nie mogli na to pozwolić.
Dziewczyny nie mogły w to uwierzyć. Do niedawna ich wróg numer jeden, okazuje się być sprzymierzeńcem, co więcej: dowiedziały się, że chciał je przeprosić, ale nie mógł ze względu na ich bezpieczeństwo! Było to dla nich największym zaskoczeniem, dlatego przeprosiły wszystkich i poszły wszystko obgadać w pokoju Hermiony.
- Cholera! Teraz pewnie Malfoy nas przeprosi, ale nie wiem czy dam radę tak od razu mu przebaczyć…- Stwierdziła Pansy.
- No właśnie. Wylałam przez niego tyle łez, a teraz okazuje się, że on tylko grał… Boję się co by było jakby naprawdę nas nienawidził.- Odparła jej siostra. Obie aż wzdrygnęły się próbując sobie coś takiego wyobrazić.
- Ok, może ustalmy fakty, bo niedługo się w tym pogubimy.- Zaproponowała Hermiona.
- Dobra, więc tak: wiemy, że jesteśmy siostrami bliźniaczkami, a osoby które wychowywały nas te 18 lat są naszymi rodzicami zastępczymi, przyjaciółmi naszych biologicznych rodziców, którzy musieli się ukrywać ze względu na nasze bezpieczeństwo. Dowiedziałyśmy się również, że Harry Potter to nasz kuzyn, a Ron Weasley jest potomkiem okrutnego czarodzieja, którego zabili nasi rodzice. Dracon Malfoy, którego uważałyśmy za wroga numer jeden okazał się być naszym…obrońcą? To chyba tyle.- Podsumowała Pansy.
- Nie możemy wykluczyć, że Ron będzie chciał się na nas zemścić. Ach, jeszcze jedno! Co zrobić z naszymi nazwiskami. Wypadałoby przyjąć to prawdziwe, ale z drugiej strony nie chcę się w taki sposób odpłacać ludziom, którzy kochali mnie przez 18 lat, mimo, że wiedzieli, że kiedyś poznam prawdę. Hermiona Granger- Potter? Pansy Parkinson- Potter? Brzmi to jakbyśmy obie wyszły za Harrego… A panieńskie nazwisko nowe mamy? Hermiona Evans i Pansy Evans, ale święta i wakacje będziemy spędzać wspólnie ze wszystkimi? Co ty na to?- Wahała się druga z bliźniaczek.

- Myślę, że druga wersja brzmi o wiele lepiej. Zastanawiałabym się jeszcze nad Hermiona Potter- Granger i Pansy Potter- Parkinson, ale to też brzmi dziwnie…- Zgodziła się panna –jeszcze-Parkinson.
- Powinnyśmy oznajmić to wszystkim rodzicom. Jak to brzmi… „wszyscy rodzice”.- Zaśmiały się obie, po czym równocześnie wstały i zeszły do salonu Grangerów z szerokimi uśmiechami, szczęśliwe że wreszcie sobie wszystko uporządkowały.
Kiedy powiedziały wszystkim co ustaliły, dorośli zaśmiali się mówiąc, że właśnie mieli im zaproponować dokładnie to samo: zmiana nazwiska. Ponadto stwierdzili, że przecież oczywistą oczywistością było to, że będą chcieli spędzać święta i wakacje z przyjaciółmi.  Potem zaczęła się rozmowa na inne tematy i w efekcie całe popołudnie spędzili na wspólnych grach i zabawach (nie tylko czarodziejskich). Wieczorem dziewczyny zdecydowały, że nadszedł najwyższy czas by porozmawiały z Harrym, Ginny i Blaisem. 
-Pansy, wyślę do nich patronusa- powiedziała Herm i zabrała się za rzucanie zaklęcia. Jakież było jej zdziwienie kiedy z świetlistej mgły nie powstała wydra, tylko ogromna, przepiękna pantera. Obie dziewczyny dłuższą chwilę stały wpatrując się w kotowatą postać. Po chwili Hermiona powiedziała:

- Zanieś, proszę wiadomość do Harrego, Ginny i Blaisa. Przekaż, żeby teleportowali się do domu Grangerów- Pantera spojrzała na nią inteligentnymi oczami i biegnąc rozpłynęła się w powietrzu.  Dziewczyny jeszcze jakiś czas stały jak wmurowane. Kiedy już się otrząsnęły Pansy postanowiła sprawdzić swojego patronusa.
Stanęła na środku pokoju i cicho lecz wyraźnie wymówiła zaklęcie...
__________________________________________
*Parva Ludus (z łac. dosł. mały psikus)- Zaklęcie wymyślone przeze mnie na potrzeby opowiadania.
_________________________________________________________
Mam nadzieję że Wam się podobało :)
Liczę na komentarze i przepraszam za błędy- notka pisana w samolocie i autokarze, z telefonu.
Buziaki z nie do końca słonecznej Bułgarii,
Wasza Drowned :*

P.S. Było zaskoczenie, że bliźniaczką Hermiony jest Pasy?

piątek, 7 czerwca 2013

Rozdział 1

"Nie mogłem się doczekać na sukces, ruszyłem więc na przód bez niego"~ Jonathan Winters

Chciałabym podziękować Blance (za te wszystkie wspólne sprawdziany ;p) oraz Finite. Za kopa energii jakiego daje mi rozmowa z nimi.

Kolejne podziękowania dla dwóch obserwatorek :)  Miło wiedzieć, że ktoś to czyta, nawet jeśli nie komentuje :p


Czekoladowe oczy szatynki ujrzały dwoje ludzi ubranych w fartuchy dentystyczne. Gdyby nie umiejętność panowania nad sobą w ciężkich sytuacjach, której Hermiona  nauczyła się podczas szukania horkruksów, po całej okolicy byłoby słychać wrzaski panny Granger, która miała ochotę wykrzyczeć z siebie cały strach który ogarnął ją przez te kilka minut. Będąc jednak w szoku zapytała tylko:
- Jak?
- Hermionko, my…- zaczął pan Granger, jednak córka nie dała mu skończyć.
- JAKIM CUDEM SIĘ TELEPORTOWALIŚCIE DO CHOLERY?! CO TO MA BYĆ?! 15 MINUT TEMU W WTC WLECIAŁ SAMOLOT! PRZEŻYŁAM SZOK, ZAŁAMANIE NERWOWE I ZAWAŁ SERCA W JEDNEJ CHWILI! NAGLE WY SIĘ TE-LE-POR-TU-JE-CIE!!! WY! MUGOLE!!! - Nie wytrzymała. Miała mętlik w głowie.
- Córciu, dzisiaj kończysz 18 lat. Dopiero teraz możemy Ci to powiedzieć. Usiądź, proszę- Powiedziała jej matka ze łzami w oczach. Młoda dziewczyna wykonała polecenie po chwili wahania.- Skarbie, 18 lat temu cały świat czarodziei znalazł się w wielkim niebezpieczeństwie. Pewne małżeństwo było gotowe umrzeć za cenę śmierci złego człowieka. Jeszcze gorszego od Voldemorta. Okazało się, że kobieta jest w ciąży. 11 września urodziła bliźniaczki. Aby uchronić je od niebezpieczeństwa rodzice oddali dzieci pod opiekę swoich przyjaciół- Katherine, Patrizi, Narcyzy i Ronleya, Sami zaś, wyruszyli na pewną wyspę, by tam zgładzić We…yyy to znaczy tego złoczyńcę. Pokonali go i cudem uszli z życiem. 
O całej akcji wiedziało nieliczne grono arystokratów. Niedługo potem wyszło na jaw iż ten zły czarnoksiężnik ma potomków. Wszyscy szukali młodych geniuszy zła (ojciec zdążył przekazać im wszystkie sekrety), lecz nie udało się ich znaleźć. Matka dzieci rzuciła na siebie i na nie zaklęcia chroniące, które stracą ważność kiedy najmłodszy z ich wspólnych synów osiągnie pełnoletniość.- Matka Hermiony nie dała rady dłużej powstrzymywać płaczu, więc jej mąż postanowił skończyć opowieść:
-W tym czasie Katherine wyszła za mąż za Georga Grangera, a Ronley poślubił Stacy. Postanowiono, że małe dziewczynki będą bezpieczniejsze osobno. Tak więc państwo, których nazwisko na razie przemilczymy, adoptowali jedną z bliźniaczek, a państwo Grangerowie- którzy postanowili na pewien czas zrezygnować z magii- drugą. Siostry różniły się od siebie również z wyglądu, więc nie trzeba było go zmieniać. Później małe poszły do szkoły. Zaklęcia, które rzucono na jedną z nich nie zostały wykryte nawet przez Tiarę przydziału. Nikt nie mógł ich odnaleźć, mimo, że szukała ich cała ciemna strona. Widzisz, Voldemort był sługą tego… mężczyzny. Biologiczni rodzice bliźniaczek postanowili, że nie będą ich szukać dla bezpieczeństwa swoich dzieci. Odcięli się od całego świata czekając z upragnieniem, aż dwie genialne czarownice osiągną wiek osiemnastu lat i zaklęcia przestaną działać. Właśnie nadszedł ten dzień.- Powiedział George Granger.
- Hermionko, nie mogliśmy powiedzieć ci tego wcześniej. Przepraszamy, ale związaliśmy się Wieczystą Przysięgą z rodzicami twojej siostry, że nie powiemy wam tego przed osiemnastką. Nie chcieliśmy żebyś dowiedziała się o tym tak nagle, ale gdybyśmy się nie teleportowali, zginęlibyśmy, a wtedy nie dowiedziałabyś się prawdy. Za niedługo powinna tu przybyć twoja bliźniaczka, a potem wasi rodzice. Błagam, nie miej do nas pretensji,  że udawaliśmy mugoli. Wiemy, że przez to byłaś wystawiona na niebezpieczeństwo i że spotykało cię dużo przykrości. Jest jeszcze jedna rzecz, którą powinnaś wiedzieć, ale sądzę, że lepiej będzie jak dowiesz się o tym później. Skarbie, wiem, że teraz jesteś zszokowana i skołowana, ale mimo, że nie jesteśmy twoimi genetycznymi rodzicami bardzo cię kochamy.- Zakończyła opowieść Katherine Granger.
Podczas słuchania na twarzy Hermiony malowały się kolejno: wściekłość, szok, strach, niedowierzanie, smutek, zainteresowanie, zrozumienie i wreszcie- miłość (tak jestem przekonana, że miłość może malować się na twarzy).
- Wiem, mamo. Zawsze będę was kochać bez względu na to co się stanie.- Powiedziała młoda dziewczyna z uśmiechem na ustach.
Pani Granger zaczęła płakać i wtuliła się w córkę. Pan Granger objął silnymi ramionami dwie najważniejsze dla niego kobiety.
Taki obrazek zastali ich goście, którzy chwilę później teleportowali się do wspomnianego wyżej salonu. Kiedy tylko dostrzeżono ich obecność, dorośli zaczęli się witać jak to przystało na przyjaciół, którzy nie widzieli się od dobrych paru lat.
Dwie młode dziewczyny przez chwilę patrzyły się na siebie z niedowierzaniem. Potem stanęły na przeciwko siebie mierząc się groźnym spojrzeniem.
Dorośli zamarli, miny zrzedły im błyskawicznie. Nie byli w stanie się ruszyć, aby powstrzymać swoje córki. Dziewczyny jak na komendę wyciągnęły różdżki i wykrzyknęły to samo zaklęcie.
___________________________________________________________________
Hej :D
Troszkę sentymentalnie, a potem delikatnie zawiało grozą.Mam nadzieję, że Wam się podobała nowa notka. Sprawdzana przeze mnie, więc mogą być błędy.
Zauważyłam, że pojawiło się dwóch obserwatorów :D
Moją pierwszą reakcja był pisk radości ;p
Proszę Was o komentarze... Chciałabym wiedzieć co Wam (lub Tobie) się podoba, a co nie. Jestem również otwarta na wszelki pomysły z Waszej strony :)
Następna notka pojawi się prawdopodobnie w przyszły weekend.
buziaki,
Wasza Drowned :*

P.S. Proszę, komentujcie...

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Prolog

"Uśmiech jest tym dla duszy, czym tlen dla płuc"

Dla Was.


Po śmierci Dumbledora, uczniowie Hogwartu wspólnie zdecydowali, że powinni się wreszcie zjednoczyć. Nadal obowiązywał podział na domy, jednak w Wielkiej Sali wszyscy zasiadali przy jednym, ogromnym stole. Każdy z każdym. I nikogo już nie dziwiło, że gryfoni rozmawiają ze ślizgonami.
Hermiona Granger po Wielkiej Bitwie o Hogwart (w której po stronie Harrego stanęli WSZYSCY uczniowie) zdecydowała się kontynuować przerwaną edukację. Ministerstwo i grono nauczycielskie postanowiło, że nauka będzie trwać osiem lat, tak więc Herm po ukończeniu siódmej klasy wcale nie musiała się żegnać z ukochaną szkołą. Przez ten rok zyskała dużo nowych znajomych, którzy cenili jej inteligencję, wiedzę, zapał do nauki,  niezwykły talent do rysowania, a także optymizm, zamiłowanie do imprez i… mocną głowę. Wśród osób, które ją przeprosiły znajdowała się między innymi Pansy Parkinson i Blaise Zabini, z którymi szybko znalazła wspólny język.
***
Było upalne, wrześniowe popołudnie. Pewna ładna szatynka z oczami jak czekolada siedziała w salonie, na białej kanapie i przeglądała zdjęcia z siódmego roku popijając zimnego drinka. Czekała aż jej rodzice wrócą z pracy. Kiedy zobaczyła na magicznej fotografii siebie, Blaisa Zabiniego, Ginny Weasley i Pansy Parkinson, mimo woli uśmiechnęła się szeroko.
Przypomniała sobie, jak Diabeł- dumny arystokrata, który gardził szlamami- przeprosił ją, Hermionę Granger za obelgi oraz „umilanie życia” przez poprzednie sześć lat. Chwilę po nim to samo zrobiła Parkinson. Gryfonka na początku nie chciała wierzyć w ich zmianę, jednak bardzo szybko przekonała się, że niesłusznie. Dwójka ślizgonów okazała się być dobrymi przyjaciółmi. Jedynym problemem był Draco Malfoy. Diabeł był jego najlepszym przyjacielem. Mimo,  że Blaise próbował namówić chłopaka, aby przeprosił Hermionę i Pansy*, arystokrata po prostu go nie słuchał i dalej dokuczał dziewczynom, te zaś nie miały najmniejszego zamiaru pierwsze wyciągać ręki do zgody z Malfoyem.
Rozmyślania przerwał jej dźwięk telefonu. Kiedy podniosła słuchawkę usłyszała głos Pansy:
- Herm, włącz telewizor! Natychmiast!- Krzyczała jej kumpela. Gryfonka bez chwili wahania wypełniła polecenie. To co zobaczyła na szklanym ekranie zszokowało ją. Walące się dwie wieże...
- Dzisiaj w World Trade Center wleciał samolot...- Mówił roztrzęsionym głosem spiker wiadomości.
-Tam jest gabinet dentystyczny rodziców!- Kiedy tylko Hermiona sobie to uświadomiła usłyszała trzask charakterystyczny przy teleportacji. Zwróciła wzrok w tamtą stronę i zamarła w bezruchu…
__________________________________________________________________
*W mojej wersji Draco i Pansy się nienawidzili. Zmiana w celu zrealizowania mego pomysłu.
__________________________________________________________________
Mam nadzieję, że prolog zachęcił Was do czytania, a nie odwrotnie :) Wiem, że krótko, ale to dopiero początek. Notkę sprawdziłam mniej więcej sama, ale zazwyczaj nie dostrzegamy własnych błędów, tak więc za ewentualne bardzo przepraszam.
Proszę o komentarze.
Buziaki,
Drowned :*

Coś na dobry początek

"Amor vincit omnia" - Miłość wszystko zwycięży

Dzięki Finite oraz Blance (natce), które przez ostatnie półtora miesiąca męczyły mnie, abym w końcu założyła bloga by publikować moją twórczość, nieniejszym ogłaszam: BLOG ZAŁOŻONY!

Dziś lub jutro pojawi się prolog. Mam nadzieję, że spodoba Wam się historia, którą tu przedstawię, a także miniaturki, których na ten moment mam kilka.

Zdaję sobie sprawę, że robię błędy, dlatego chciałabym poprosić moich przyszłych czytelników nie tylko o pozytywne komentarze, ale również o uzasadnioną krytykę. Właściwie to ogólnie proszę o komentowanie, gdyż jest to mój pierwszy blog i chciałabym wiedzieć czy ktoś to w ogóle będzie czytał.


Teraz tak organizacyjnie:
Notki na pewno będą się pojawiały co tydzień (wyjątkiem jest prolog i pierwszy rozdział).
Miniaturki natomiast, jak będę chciała i ochotę miała :)

Buziaki dla Was wszystkich
Drowned :*